Za ciemny loch Żeby zobaczyć dłonie Nadać im wymiar i kształt Jestem tu sam I wyobraźni okiem widzę Przeklęty loch Na ścianach sieć Dzieło pająków spada We włosach to mam Na lochu dnie Nogi nie czują ziemi Idę do końca lecz gdzie Zimno i wiatr Mury i śmierć Za życia grób Na moją zgubę loch Ciemność mija blask Jakby wstawał dzień Czyżby koszmar znikł Pragnę wiary w to Dawno czekam... Nie jestem śmiercią ani życiem nie jestem Karą ani nagrodą nie jestem... Nie! Nie jestem! Byłem przy Tobie i nie ma mnie wcale Zabieram ci życie i daję żyć Słabość do ziemi przygniata cię mocno A ja daje rękę byś znowu wstał Dawno potrzebne nam było spotkanie Ty nigdy nie mogłeś tu trafić na czas Tobie to miejsce od lat było dane Łaskawie traktowany byłeś do dziś Loch przeznaczenia tu każdy być musi Siebie zobaczyć i siebie bać się Ogień największy rozpali się w tobie By zabić i zniszczyć do korzeni zło Byś nigdy nie musiał powracać tu znów Bo wyjścia innego nie będzie niż śmierć