Stoimy na szczytach skał. Wojenne okręty w bezwietrzu. Serca zmarznięte na kamień w labiryntach zimnego piękna. Grobowo czarne krawędzie rozcinają niebo na pół. Uwolniona ledwie potęga wyrywa krzyk z martwych płuc. Zmierzcha Jak wiele potrzeba ci sił, by stać wciąż niewzruszenie? Monstra zbudzone ze snu lodowym spojrzeniem łypią. Tymczasem sypie z nieba dziewiczo biały śnieg. Nie przypominając w niczym tego, co może przyjść. (już dziś) Zmierzcha