Zerwał się wiatr zza czarnych chmur. Przepędza je. Po czarnym dniu nastaje nowy mrok, jak atrament. Firmament pełny lamentu jak gwiazd. Rodzi się z ciszy ptaszysko złe kłapiąc dziobem. Jemu na żer rzuceni w pył. Nosimy dusze swe ciężkie od łez. Dźwigając żal. Zawisnął czas, ciężki od snów. Słyszysz jak schodzą olbrzymi z gór? Draperii czerń na szczytach skał. Rozpacza deszcz, gdy moczy je. Drży ręka, gdy sięgasz po kamień. Pocisku z procy nikt nie poprowadzi Przywitaj strach w twoich bramach, gdy nie ulękną się mieczy, ni lanc