Syreny bok kołysze barki
Tańczę nie rozumiem
Myślę nie rozumem
Dla adoracji chłopca bez matki
Pstryknięciem otwieram zamki
Bo taki mam kaprys
W listach masz rozkazy
Nie śnić o niczym marzyć
Dźwigać do światła ojca i syna
Gówno i ducha nie warto
Gryźć języka do modlitwy
Słyszałem że trzymasz chmury zamknięte w pudełku pod kluczem
Czemu zwierzęciem przestałam być
Tymi rękami dzikuski chcę rozerwać
Ludzkość na dwie części
Mieszkać tu w środku
Nie kobieta nie mężczyzna
Kim jesteście
Kto was poprzebierał
W ciała moich dzieci
W waszych oczach
Jakieś zwierzę się ukrywa
W nocy krzyżują się głosy
Gardeł suchych jak wióry
Światło wiruje w snopy układa
Te promienie to proteza
Nogi przerywa i rytm grzęźnie
Pada rozkaz
Zapisuj pieśni rymy
Wodę mając za atrament
Aby dzieci cieszyć nimi
Słyszysz radosny śpiew świata wołający do wspólnej zabawy?
Co wam śpiewano nad kołyską
Że jesteście tak dobrymi ludźmi